Forum Budowlane - budownictwo, maszyny i urządzenia budowlane, opinie i porady ekspertów

Komentarz eksperta do wypadku w Elektrowni Kozienice

Ocena: 0
3363
Praca na wysokościach, to praca bardzo bezpieczna, pod warunkiem, że przestrzega się procedur - komentuje Dawid Starzyczny, prezes spółki DAAS z Bielska-Białej, która od 2005 r. działa w sektorze alpinizmu przemysłowego (od trzech lat także na rynkach zachodnich). DAAS zatrudnia 50 pracowników z czego znaczna liczba to alpiniści przemysłowi z międzynarodowym certyfikatem IRATA.

Prace wysokościowe są bardzo bezpieczne, pod warunkiem, że wykonują je pracownicy, którzy mają odpowiednie szkolenia, wiedzę, doświadczenie i dysponują odpowiednim sprzętem. Podkreślmy - sprzętem do pracy w dostępie linowym, a nie np. do uprawiania wspinaczki, co niestety zdarza się w Polsce! Co więcej, ponieważ w naszym kraju nie ma przepisów, które ustawowo wymagałyby posiadania przez alpinistów przemysłowych certyfikatów potwierdzających ich umiejętności (mogą ich co najwyżej wymagać wewnętrzne przepisy BHP danej fabryki, czy firmy), prace te wykonują często osoby niedoświadczone.

Kolejny problem to to, że w polskich firmach praktycznie nie robi się przeglądów sprzętu, natomiast zgodnie z założeniami międzynarodowego certyfikatu IRATA takie przeglądy powinny być dokonywane co pół roku oraz przy każdym przejęciu sprzętu przez innego pracownika. Dokumentacja sprzętu powinna zawierać informacje o jego zużyciu, czasach jego używania, o tym kto go używał i do jakiego typu prac.

Oczywiście wszyscy zdają sobie sprawę, że w zawodzie alpinisty przemysłowego rzadko kiedy mamy lekkie wypadki, jeśli już jakiś się wydarzy, to zwykle jest on śmiertelny, natomiast przy stosowaniu niezbędnych w tej pracy procedur, wypadek praktycznie nie może mieć miejsca.

Niestety na rynku alpinistów przemysłowych w Polsce wciąż jeszcze panuje wolna amerykanka. Ponieważ jest na nim spora konkurencja głównym kryterium przetargowym jest cena. Z tego powodu wiele firm drastycznie zaniża stawki kosztem jakości i bezpieczeństwa. Na Zachodzie takie podejście jest nie do pomyślenia. Przedstawienie przez firmę dokumentów uprawniających do pracy w dostępie linowym jest niezbędnym warunkiem podpisania kontraktu. Zachodni kontrahenci przywiązują ogromną wagę do certyfikatów oraz jakości sprzętu używanego podczas prac. Ewentualny wypadek, wynikający z niedopełnienia zasad bezpieczeństwa przez firmę praktycznie zamyka jej możliwość działania na danym terenie na całe lata. To oczywiście kosztuje, bo firma musi na bieżąco inwestować w sprzęt i szkolenia.

Sprawę tragedii w Kozienicach zbadają oczywiście odpowiednie służby, ale jeśli pracownicy spadli wraz z podestem, na którym pracowali, to najprawdopodobniej popełnili podstawowy błąd - albo nie mieli na sobie służących do asekuracji uprzęży budowlanych, albo też przypięli je do podestu na którym pracowali, co jest podstawowym błędem. Nie można asekurować się do jedynego miejsca, które może spaść w czasie pracy.

Co to są certyfikaty IRATA?

Dwa najbardziej znane i honorowane międzynarodowe certyfikaty dla alpinistów przemysłowych przyznają organizacje: IRATA - Branżowe Stowarzyszenie Przemysły Dostępu Linowego (z ang. Industrial Rope Access Trade Association) i SPRAT  (Society of Professional Rope Access Technicans). W Polsce nie ma jasnych unormowań prawnych na ten temat, więc uprawnienia zdobyć można u jednego z instruktorów alpinizmu przemysłowego lub w Organizacji Techników Dostępu Linowego.

Certyfikaty IRATA mają trzy poziomy: Poziom I technik-stażysta: można zrobić praktycznie "z marszu" (jeśli spełniamy odpowiednie wymogi, np. zdrowotne). Koszt takiego szkolenia to ok. 2,5 tys. zł. Poziom II technik: wymaga przepracowania co najmniej 1000 godzin oraz co najmniej rocznego doświadczenia w pracy w dostępie linowym jako technik-stażysta. Koszt szkolenia na poziomie II to ok. 5 tys. zł. Poziom III technik nadzorujący: jego zdobycie wymaga pełnej wiedzy i doświadczenia z poziomów I i II. Szkolenie kosztuje także ok. 5 tys. zł. Każdy z certyfikatów jest ważny przez trzy lata. Po tym czasie musi zostać odnowiony.

Komentarz: Dawid Starzyczny, prezes spółki DAAS z Bielska-Białej
PODZIEL SIĘ:
OCEŃ: